Termin porodu.

Termin porodu.

Kiedy zbliża się spodziewany termin porodu emocje sięgają zenitu, telefony urywają się,
kibice niecierpliwią się, a kobiety zaczynają wątpić w to, że kiedykolwiek urodzą. Z jednej strony może dopadać już zmęczenie, z drugiej strony widmo lęku o konieczności
wywoływania porodu, które przedstawiają życzliwi inaczej. Jak w zasadzie określić termin porodu, kiedy on się zacznie i jak trzymać się planu? Sama chciałabym wiedzieć.. Oczywiście, dzięki różnym metodom obliczeniowym, aparatom USG
możemy szacować Spodziewany Termin Porodu. Jednak nie ma takiej metody, która nam powie na 100% kiedy to będzie. Jedno jest pewne, zarówno mama jak i dziecko potrzebują czasu. Niekiedy kobieta ma jeszcze w sobie jakiś temat do przepracowania, lub fizycznie brakuje jakiegoś elementu, który okaże się niezbędny dla bycia gotową na poród. Zdarza się także, że to dziecko potrzebuje dojrzeć w najlepszych dla siebie warunkach, by móc zmierzyć się z wyzwaniami świata zewnętrznego.
To co jest bardzo potrzebne i nieocenione na czas oczekiwania, to zapewnienie sobie
poczucia komfortu i bezpieczeństwa. Otoczenie się wyłącznie wyrozumiałymi i
wspierającymi osobami. Znalezienie specjalistów, w postaci położnej i lekarza ginekologa- położnika, którzy ze spokojem będą na bieżąco czuwali nad dobrostanem mamy i dziecka. Poza gronem medycznym sprawującym opiekę nad ciążą i porodem, dobrze jest zaprosić do swojej przestrzeni inne kobiety, które podzielą się dobrą energią i otuleniem. Kobieca wioska wsparcia, która nie tylko zrozumie, ale i pomoże. Kobiety, które jak nikt inny zrozumieją zmęczenie, potrzebę by podzielić się swoimi obawami, troskami lub ekscytacją i niecierpliwością. Kobiety, które przygotują garnek ciepłego rosołu, by Was wzmocnić po porodzie, zakręcą ciasto na poprawę endorfin przy burzy hormonów połogowych. Ścieżki w najbliższej okolicy wydreptane z pamięci. Daktyle zjedzone kilogramami. Poradniki, książki, pozytywne historie porodowe przeczytane, scenariusze w głowie przerobione na miliony sposobów.
Odległość, największy stresor, który moment będzie najlepszy by wezwać położne do
porodu? A co jeśli okaże się fałszywym wezwaniem i przyjadą na marne? Może nie będziemy ich fatygować, przeczekamy. Te pytania i myśli towarzyszą wielu rodzinom decydującym się na poród domowy. Historia mojego pierwszego porodu, pokazuje że nic nie dzieje się bez przyczyny, każda sytuacja ma swój powód i daję lekcje.
Coraz częściej pojawiają się wyczekiwane skurcze, ja czekam z telefonem przy uchu i
dźwiękami nastawionymi najgłośniej jak się da, w gotowości od dobrych 3 tygodni. Dzwoni J., rozmawiamy, oceniamy wspólnie sytuację. Decydujemy, z drugą położną, że
przyjedziemy. Mamy do niej 1,5h. Pełne emocji, dojeżdżamy na miejsce, gdzie okazuje się, że skurcze porodowymi nie są, a akcja wycisza się i uspokaja.

Fałszywe wezwanie do porodu – brzmi poważnie, narzuca wyrzuty sumienia, zwiększa
napięcie i powoduje wątpliwości w umiejętność rozpoznania porodu. To 4 poród J., wiem, że potrzebuje naszego wsparcia, wiem też, że same potrzebowałyśmy próby generalnej. Sprawdzenie trasy, sprawdzenie siebie, w końcu to pierwszy samodzielny poród domowy. Nic nie dzieje się bez przyczyny, każda sytuacja ma swój powód i daję lekcje. Mijają dni, wreszcie nad ranem J., napisała że się rozkręca, ale nieregularnie. Wezwała nas około godziny 9 rano, tak się losy potoczyły, że Marta, która miała pierwotnie ze mną towarzyszyć przy porodzie, nie mogła tego dnia do nas dojechać. Więc zaprosiłam moją serdeczną przyjaciółkę, położną o wielkim sercu, spokoju i cierpliwości, na którą mogę liczyć w największym kryzysie Magdę.
Gdy dojechałyśmy na miejsce, skurcze były nieregularne. W badaniu okazało się, że ma 3 cm rozwarcia, zaproponowałam spacer, zamotałam chustą brzuch, żeby dziecku było łatwiej wstawić się w kanał rodny i by przy okazji na spacerze odciążyć kręgosłup J. Pogoda była wspaniała, przedwiośnie! Okolica nad rzeką piękna. Miałyśmy czas, by dziewczyny się poznały, rozmowy na wiele tematów zbliżyły nas wszystkie, różne perspektywy, wiatr muskał nasze policzki, słońce całowało nas po czołach. Skurcze stawały się częstsze i intensywniejsze, pamiętałyśmy o nawodnieniu i przekąskach – były nimi sezamki. Po powrocie J. była zmęczona, więc położyła się, by odpocząć. Pomyślałam, że dobrym pomysłem będzie kąpiel w wannie, mąż J., przygotował kąpiel ze świecami. Przyciemniliśmy pomieszczenia. Mimo kilku godzin w badaniu niewiele się zmieniło. Serduszko dziecka biło prawidłowo, J. czuła się dobrze, widziałam po brzuchu jak malutka dokonuje obrotów, by wstawić się w kanał rodny. Po kąpieli J. wróciła do sypialni, a jej mąż zrobił nam obiad, poleciłam by poszedł do niej i zapewnił poczucie bezpieczeństwa i bliskości. Nic nie działa lepiej jak wsparcie partnera w porodzie. Intymność zadziałała natychmiast, słyszałam znajome sobie dźwięki zwiastujące zbliżające się całkowite rozwarcie. Nagle M przeszedł przez korytarz z górą ręczników i powiedział od niechcenia z ogromnym spokojem, że to dla
J. bo wody jej odeszły. Ruszyłam pędem do sypialni gdzie J. klęczała, zaczęła postękiwać jak i zgłosiła potrzebę parcia. Zaproponowałam badanie, jednak było ono niemal zbędne, główka już była widoczna. Na 2 skurczach partych urodziła się N, odwróconym mechanizmem, w szelkach z pępowiny. Zapach, rozpłynął się w całym pokoju, tak słodki i przyjemny jak malutka dziewczynka. Urodzona w półmroku, tak jak mama tego chciała, tak jak sobie wymarzyła. W spokoju, poczuciu bezpieczeństwa, szacunku do jej potrzeb i wyboru.

Podobne wpisy